(A) Raniutko dotarliśmy do wybrzeża skąd mieliśmy wziąć prom na Isla del Sol.
Znaleźliśmy bardzo tanią opcje przeprawy za 6zł. Chwilę później żałowaliśmy nieco, że nie wybraliśmy jakiejś droższej i wygodniejszej opcji. Wyglądało na to, że biletów zostało sprzedanych więcej niż miejsc... Ściśnięci jak sardynki ruszyliśmy w 2 godzinną przeprawę.
Po dotarciu na wyspę dość szybko znaleźliśmy (surowe, ale akceptowalne) miejsce na nocleg. Za 8zl / osobę... Posililiśmy się niecodzienną wersją hamburgerów (z frytkami w środku) i ruszyliśmy w drogę, by zwiedzić wyspę.
Po drodze mijaliśmy wielu turystów rozbitych pod namiotami. Jedni robili poranne pranie w wodospadzie, inni smażyli kiełbaski na skalistych wzniesieniach. Większość z nich to turyści z Chile i Argentyny. To jedyni mieszkańcy Ameryki południowej mogący pozwolić sobie finansowo na podróżowanie po kontynencie. Czasem spotykamy tez i Brazylijczyków.
Widzieliśmy też wiele zwierząt - głównie owce i wszędobylskie świnie. Ale trafiła się również i lama. Ze wzgórz roztaczały się (jak zwykle) piękne widoczki... Dzieciaczki beztrosko włóczyły się po wzgórzach z owieczkami. Takie życie to ciągły full wypas - podsumowaliśmy :))
Przy każdej wiosce napotykaliśmy na uśmiechniętych mieszkańców, którzy chętnie wymieniali z nami grzecznościowe "buenos dias".
Późnym popołudniem dotarliśmy do jednej z ostatnich atrakcji-ruin. Nieopodal znajdował się sklepik, w którym postanowiliśmy nabyć piwko. Okazało się to nie lada wyzwaniem. Po pierwsze, piwka na stanie były tylko 3, po drugie pani nie miała drobnych (nie miała jak wydać ze 100 boliwianów, a głównie takie nominały mieliśmy). Skończyło się na nerwowym przetrząsaniu kieszeni i robieniu zrzutki. Ostatecznie wyskrobaliśmy na 2 browarki... Pierwszy "poszedł" od razu, drugi wypiliśmy na wysokim wzgórzu, przyglądając się nadchodzącemu zachodowi słońca...
Mocno wycieńczeni wróciliśmy do naszej wioski, gdzie w bardzo niepozornym miejscu zawitaliśmy do lokalnej restauracji. Przywitała nas bezzębna kelnerka/ kucharka. Po jej słusznym wyglądzie od razu nabraliśmy przekonania, że jedzenie tutaj będzie dobre - i było...
Z pełnymi brzuchami doczłapaliśmy się do naszego hostelu. W nocy rozhulała się burza Piorunami waliło dość blisko, a w pokoju robiło się jaśniej niż za dnia. Bardzo współczuliśmy tym, którzy tę noc spędzali pod namiotami...